Dzisiaj ciąg dalszy stopowych porad (spokojnie, przyjdzie czas na opowiadanie
o przygodach :P)
o przygodach :P)
Wiecie już gdzie stać i łapać, a gdzie tego nie robić. W sumie róbta, co chceta - pamiętajcie jednak, że jak to mawia "Krul" w Eurokołchozie mamy ustrój policyjny, więc jak będziecie stali, gdzie nie wolno - na pewno za to zapłacicie i to słono.
Wcześniej była mowa raczej o jednodniowych wypadach, teraz przyszło opuścić ciepły domek i wyruszyć zwiedzać świat :P Co ze sobą zabrać na te dwa tygodnie wypoczynkowego?
Pewnie nie muszę tego mówić osobom, które spędziły dzieciństwo na wypadach pod namiot z rodzicami i świetnie pamiętają wyładowanego po sam dach malucha, czy inne czinkłaczento. Z rozrzewnieniem wspominają trzymanie namiotu w czasie burzy, zbieranie chrustu, palenie ogniska i mycie się w jeziorze.
Jeżeli jednak w Twoich wspomnieniach pojawia się tylko hotel na Majorce, a chciałbyś spróbować jak się bawi proletariat, to poczytaj.
Pierwsza rzecz to plecak. No bo chyba nie chcesz cały czas trzymać w ręce swojej prawilnej sportowej torby, a Twoja designerska walizka na kółkach raczej się
w krzaki nie nadaje :P
w krzaki nie nadaje :P
Ja zakupiłem swój plecak na portalu ogłoszeniowym. Za używany 75 l plecak zapłaciłem 140 zł. Porządna firma, możliwość regulacji pasków do wzrostu, nieprzemakalność, pojemność no i w przypadku bycia grubasem bardzo ważna rzecz - wentylowane plecy. Co do nieprzemakalności to pamiętajcie, żeby go w miarę możliwości nie prać, a jak już musicie to potem spryskajcie impregnatem, żeby tę nieprzemakalność zachować.
Następna sprawa to kima. Oczywiście śpiworek i karimata to podstawa.Weźcie sobie taki śpiwór, żeby nie zabierał dużo miejsca po zwinięciu i był lekki - każdy dodatkowy kilogram daje się we znaki stojąc piątą godzinę przy autostradzie. Jeżeli przyjdzie Wam zdezerterować i wracać do domu samolotem, to opłat za nadbagaż też pewnie chcielibyście uniknąć. Mój ważył 16 kg - tanimi liniami przewieziecie bez większych dopłat jakieś 23 kg. Co do karimaty, ja żałuję, że nie wziąłem sobie dmuchanej, bo z racji bycia knurem lubię spać na miękkim. Ale jak wam nie przeszkadza spać na gołej ziemi, to
na dobrą sprawę starczy wam kawałek ceraty, żeby wam mokro w dupę nie było :P
Teraz rodzi się pytanie, czy opłaca się brać namiot? To jest wysoce dyskusyjna kwestia, czy latem on się przydaje, czy nie. No ale jak to? Deszcz ma mi napierdzielać na głowę?
I tutaj przychodzi z pomocą kolejny kawałek ceraty. Jaki kawałek ceraty? - Jakikolwiek, byleby nie przepuszczał wody. Możecie zajumać babci ze stołu, albo podpierdzielić zasłonę od prysznica z akademika - wybór dowolny. Rozkładacie na kilku kijkach i sprawa załatwiona :P
Jeżeli jednak macie namiot, który się szybko rozkłada i zabiera mało miejsca (zdecydowanie nie mój :P) to polecam zabrać - zdecydowanie lepsza osłona przed deszczem i wiatrem.
Kolejna potrzeba niższego rzędu to szama. W sumie jak macie hajs, to możecie się stołować w knajpach - droga wolna. Zakładam jednak, że jedziecie kompletnie na krzywy ryj, a coś trzeba jeść, co nie? Trzeba więc mieć w czym gotować. Bardzo przydatne okazują się wojskowe rzeczy dostępne na allegro za kilka złotych - menażka i niezbędnik (nóż, łyżka i widelec z otwieraczem do puszek). Polecam kupić sobie jeszcze metalowy kubek - w markecie poniżej pięciu złotych.
Co w tym będziecie gotować, to już Wasza sprawa. Polecam zabrać parę konserw, kilka torebek ryżu, jakieś chińskie zupki. W warzywka łatwo zaopatrzyć się na miejscu. Ceny żarcia na zachodzie nie są takie złe, jak wiecie gdzie szukać. Znacie ryneczki i bazarki? Miejsca zanikające, ale warte odwiedzenia. Znajdziecie je na całym świecie.
Dobra jest co gotować, jest w czym, ale w krzakach nie ma przecież kuchenek. A po co nasi jaskiniowi przodkowie wymyślali ogień? Chyba nie po to, żebyśmy wszystko robili
na prądzie :P
Ok, w Eurosojuzie dużo rzeczy nie wolno, z resztą palenie ogniska w czasie suszy świadczy o brakach w rozumowaniu. Jeżeli jedziecie na cywilizowany camping, to sprawa jest prosta - jest kuchnia, można korzystać. Gorzej, jeśli śpicie w krzakach, a o ognisku
nie ma mowy. Wtedy warto zakupić małą kieszonkową kuchenkę na naboje gazowe. Zajmuje na prawdę niewiele miejsca, a jeden nabój starcza na jakieś 4 godziny, przy odkręceniu gazu na maksa. Koszt? 50 - 100 zł, jeden nabój od 10 do 30 zł.
Dobra, jakoś dajemy radę przetrwać, ale nie chcemy chyba śmierdzieć. Może spotkamy na swojej drodze jakąś płeć przeciwną? Nie bierzcie dużo ubrań - po 4 sztuki bielizny, koszulek starczy na lajcie. Zorganizowanie czystej wody do umycia się i wyprania rzeczy wcale nie jest takie trudne. Na campingach są prysznice. Zwykle trzeba płacić
za ciepłą wodę, ale przecież nie jesteście turystami i dacie radę w zimnej, nie? Co do rzek i jezior - używajcie rozkładających się kosmetyków i detergentów - szare mydło i te sprawy. Inni też będą chcieli skorzystać z wody nie zanieczyszczonej chemicznym ścierwem :)
Kontynuując temat ubrań - słuchajcie się Mamy i pani z przedszkola, które zawsze mówiły, żeby ubierać się na cebulę (Janusz pewnie uśmiecha się teraz pod wąsem :)). Polarek, kurtka przeciwdeszczowa, jedne długie spodnie, dres, trampki. Te ostatnie ratują życie, gdy zdążyłeś spalić stopy na słońcu popylając w sandałach. Mogłem patriotycznie ubrać
do nich skarpety - nie pomyślałem :(
Z rzeczy przydatnych:
Sznurek, trytki - często zdarza się, że coś pierdyknie (szczególnie w starym namiocie
i trzeba łatać);
Szara taśma - ta sama śpiewka;
Multitool z ostrym nożem - chyba nie chcecie robić wszystkiego nożem od niezbędnika;
Latarka czołówka - jeżeli nie lubicie rozkładać namiotu z latarką w zębach;
Magnez, plastry, woda utleniona, leki na sraczkę - wiadomo;
Gaz pieprzowy - pewnie nie użyjecie, ale na wszelki wypadek;
Nerka zwana kołczanem prawilności - żeby mieć papierki w bezpiecznym miejscu;
Zapalniczka - jeżeli jesteście słabi, i nie umiecie rozpalić ognia dwoma patykami;
Papier toaletowy - dużo papieru;
Stary telefon - bateria trzyma tydzień;
Pisaki do pisania nazw miast na kartonie - najlepiej kilka;
Butelka na wodę - jedna w zupełności starczy;
Chusteczki nawilżane - jak nie ma wody;
Worki na śmieci - przedmiot wysoce przeciwdeszczowy;
Krem z filtrem - żeby w nocy nie wyć z bólu;
EKUZ, lub karta Euro26 - EKUZ bezpłatnie w NFZ - Ubezpieczenie zdrowotne na terenie całej Unii, Euro26 - 84 zł rocznie na cały świat bez USA i Kanady.
Ostatnia i najważniejsza rzecz, jaką trzeba ze sobą zabrać to otwarta głowa i zdrowy rozsądek. Umiejętność oceny sytuacji i to komu można zaufać to na takim wyjeździe sprawy podstawowe.
Co się tyczy towarzystwa. Na pewno nie macie dużo takich znajomych, którzy wybraliby się z Wami na dziką wyprawę nie wiedząc, gdzie znajdą się następnego dnia. Nic nie szkodzi. Zawsze możecie jechać sami. Jakie to ma zalety? Nikt Wam nie pierdzieli nad uchem co macie robić, nikt nie marudzi, że Wasz pomysł na dzisiejszy dzień był bez sensu. Jesteście sami sobie sterem, żeglarzem i rybą. Z drugiej strony, gdy długo nic
nie możecie złapać oraz wieczorem, gdy rozbijacie obóz nie ma do kogo gęby otworzyć. Moje zdanie w tej sprawie jest takie: w dzisiejszych czasach jest tyle portali zrzeszających podróżników, że na prawdę wystarczy wysłać parę zapytań, by wieczorem walić browar z gościem z drugiego końca świata. Nie bójcie się z tego korzystać. Na całym świecie ludzie są dobrzy. Inna sprawa, jeżeli jesteście w związku (Ale co ja mogę o tym wiedzieć :P) Szczerze zazdroszczę kolesiom, których dziewczyny nie wymagają od wspólnego wypadu cudów na kiju, spania w czterogwiazdkowych hotelach i nurkowania z delfinami. Jeżeli już macie kogoś ze sobą zabrać, upewnijcie się, że ten ktoś nie będzie przez cały wyjazd narzekał, jak to jest chu**wo. :)
Dzięki za to, że jesteście, dzielcie się swoimi doświadczeniami i pamiętajcie,
że marzenia się nie spełniają - marzenia się spełnia :)
Nie usłyszycie ode mnie w przyszłym tygodniu - jadę do Żabojadów w góry pośmigać trochę na sztachetach ;)
Piona!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz